Ileż ja się nakombinowałam, aby go omijać i znajdywać inne dzieci, bo nie dałabym sobie rady z tymi Jego gilami :). Wiem, to głupie, ale nie byłam w stanie bez odruchu wymiotnego patrzeć na gile, no nie byłam, nic nie poradzę na to ;)
Przełom w kontaktach z Czarodziejem nastąpił w jakieś 3-4 tygodnie od poznania się. Po raz kolejny z Mężem pojechaliśmy Go odwiedzić. Był chory, miał katar i gorączkę ale mimo to Jego zastępcza mama zgodziła się na spotkanie. Ja, jak zwykle lekko z boku, Mąż go zagadywał, rozśmieszał, a Czarodziej jak zwykle płakał. Gdy Go wnosili i zaczynał kumać, że znowu tu z Nami zostaje, z Jego twarzy znikał uśmiech i zaczynał się koncert żali. Tamtego razu Mąż fuknął na mnie "No weź Go na ręce". Wzięłam... I tak staliśmy przez 50 minut. Potrzebował tego jak każdy biedny, chory Malec. W dupie miałam obgilaną koszulkę i apaszkę...baaaa, nawet Mu wycierałam nią nos;) Mąż wtedy powiedział : "No i właśnie zostałaś Mamą". Wierzcie mi, że od wtedy i Ja już byłam śmielsza a i On mnie nie odpychał z taką zaciętością. Fotka z tamtej chwili.

Czemu płakał? Ano dlatego, że Czarodziej miał ciepłych, dobrych Opiekunów i kiedy był u nich na rękach wyglądał na naprawdę szczęśliwego. Na Ich widok od razu rozjaśniała mu się twarz. U nas za to się mega spinał. Nie dziwię mu się, że miał gdzieś zamianę Ich na jakieś obce gęby. Z każdym spotkaniem jednak i Nam dawał coraz więcej uśmiechu. Furorę robiła fontanna piłek (prezent od cioci Dagmary) jak była fontanna-to była zabawa :) fontanna więc zawsze jeździła z Nami...
Dziekuje za tego bloga....trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńBardzo wzruszająca chwila. Gratuluję decyzji, podziwiam.
OdpowiedzUsuńDziś pierwszy raz czytam tego bloga i przy gilach się rozryczalam ��
OdpowiedzUsuńTo były dla nas takie pierwsze,znamienne chwile - do dziś do pamiętamy :)
Usuń