czwartek, 13 grudnia 2018

Nóż się w kieszeni otwiera...

Na każdym etapie procesu adopcyjnego, najsłabsze ogniwo to Sądy...
Strajk ...
U nas w przypadku pierwszej adopcji - Czarodzieja - Sędzia była na urlopie kilka tygodni i nikt nie przejął jej dokumentów (a dziecko w DD siedziało dzięki temu 2,5 miesiąca).
W przypadku drugiej adopcji - Czarodziejki - pomimo nadejścia terminu uprawomocnienia się zrzeczenia matki i do zakończenia tematu potrzebny był tylko podpis Sędziego, dokument leżał na stosie niepodpisany. Najważniejszy dokument w życiu takiego dziecka... Sędzia nie miała czasu podpisać, dopiero interwencja pomogła. Czas leciał a Czarodziejka w Pogotowiu Opiekuńczym spędziła dzięki temu kolejnych kilka tygodni.
Trzeci przykład? Czarodziejek - na rozprawie zrzeczeniowej,  na której zjawiła się matka (a w wielu przypadkach to już cud) brakowało jednego dokumentu. Można go było jak najszybciej zorganizować (dać do podpisu Matce na miejscu) albo odroczyć rozprawę do kolejnego terminu - kilka tygodni później. Oczywiście odroczono... a dziecko pozostało w Rodzinie zastępczej. Do tego nasz stres - Rodziców ado - czy matka pojawi się drugi raz aby się zrzec?

Jak dla mnie w tym systemie wszystko działa nie tak... są sądy w Polsce, gdzie takie decyzje sędziowie wypisują w dniu poznania dziecka przez przyszłych rodziców, dosłownie na kolanie w kanciapie, bo wiedzą że to być albo nie być dla takiego dzieciaka.
Pomorskie (zaliczyłam 3 sądy - Gdańsk, Gdynia, Kartuzy) to dla mnie jakaś pomyłka... Ludzie orzekający w sprawach o dobro dziecka powinni być staranniej selekcjonowani pod względem świadomości w czym biorą udział i jak ważny jest ich podpis a to aby zostać czasem chwilkę po pracy może zmienić życie dziecka. Jestem w tym temacie bezdyskusyjna - jeśli ktoś nie ma w sobie tyle empatii i zrozumienia sytuacji niech wybierze inną specjalizację. Po prostu.
Tymczasem łatwiej i szumniej zmieniać życie dzieci nienarodzonych niż tych które już są i czekają... czekają na to aby ktoś odmienił ich los...

Link do artykułu...
Strajki w Sądach przed Świętami

21 komentarzy:

  1. My czekaliśmy miesiąc - najpierw sędzia 2 tygodnie na urlopie, potem zamykanie roku było ważniejsze i Pani w biurze, która była oburzona, że przyjechaliśmy po papiery zamiast grzecznie czekać 2 kolejne dni jak przyjdą poleconym - a ja zaraz z sądu jechałam po synka. A jak ida papiery z sądu też wiem, bo zamiast do urzędu o nowy PESEL wysłali do banku, wszystko przedłużyło się o kilka tygodni, na szczęście Pan z Urzędu z własnej inicjatywy, po moim kolejnym telefonie przeszedł się dwie ulice do sądu i pobrał, Pani usilnie mi wmawiała (przez telefon bo kawał drogi do niej mam), że dokumenty poszły i mam jej dać spokój (na szczęście to już była papierologia, a synek był z nami) Kto nie przeżył nie zrozumie, ale tak jak piszesz odrobina empatii, wiem, że dla nich to kolejna sprawa, ale za nią kryje się dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas minęło już 14 tygodni pieczy a terminu rozprawy adopcyjnej brak... Teraz jeszcze ten strajk...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cale szczescie ze juz macie piecze, my na nią za kazdym razem czekalismy 2.5 mca... Dramat...

      Usuń
    2. @P.Incognito
      14 tygodni to juz ponad 3 miesiace... Dobrze liczę?
      Ponad 3 miesiące "nieformalnego" rodzicielstwa.

      Usuń

    3. Tak, ale mimo wszystko juz dzieci masz w domu,ja za kazdym razem czekalam tyle aby je w ogole do domu zabrac...na rozprawe adopcyjna czekalismy polroku...

      Usuń
  3. Nie mam wielkiego doświadczenia z sądami bo na rozprawie byłem tylko raz w życiu... I to w wiadomym celu.

    Natomiast co do postulatu aby lepiej dobierać sędziów to... Jeszcze Cię ktoś zgłosi do PE albo innej instytucji ze Strasburga ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nóż się w kieszeni otwiera! Gdy czytam takie rzeczy, to jeszcze bardziej doceniam nasz sąd i sędzinę, ktora dokument o pieczy podpisywała nam właśnie na kolanie, w dniu poznania córeczki. A sprawę odopcyjną mieliśmy po miesiącu. I nie rozumiem - czy tak nie mogłoby być wszędzie? Przecież tu chodzi o małego człowieka..
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Nasza córka urodziła się w maju.Matka od razu zrzekła się praw ale zaczęły się zaraz wakacje,sezon urlopowy więc my dowiedxieliśmy się o małej we wrześniu.W pażdzierniku zamieszkała z nami,miała już wtedy 5 miesięcy.Tego się nie da zrozumieć:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tez zrzeczenia od razu a mimo to czarodziejke poznalismy jak miala 5 mcy a Czarodziejka tak samo, mimo ze od poczatku bylo wiadomo ze zzdecydowalismy sie na jego adopcje. Jak slysze o historiach ze ktos dostal 6 tyg niemowle to az mnie sciska :(

      Usuń
    2. Macie rację, dziewczyny! To jest kompletnie niezrozumiałe, że MB zrzeka się praw do dziecka, a ono trafia do nowej rodziny dopiero po kilku miesiącach, tylko dlatego, że sędziemu za przeproszeniem d.. nie chce się ruszyć! Przepraszam, za slowa, ale kompletnie tego nie pojmuję. Ewa

      Usuń
    3. U na podobnie Hania urodzona w lipcu we wrześniu mb zrzekła się praw a sprawa do oa trafiła pod koniec listopada. Nasze pierwsze spotkanie początek grudnia ,,,
      Wlecze się to okrutnie!

      Usuń
  6. U nas podobnie 2 miesiące czekaliśmy na pieczę!!!!!
    U nas też papiery złożyliśmy do sądu 13 grudnia i dopiero 4 stycznia p.sędzina otworzyła teczkę. Potem dopatrzyła się błędów formalnych bo na podaniu nie było naszych peselów - w lewym górnym rogu przy naszych danych. Nie ważne, że w tekście poniżej owe pesele były!!!!!!!!!!!!!Potem były ferie, więc pani nie było dwa tygodnie i dopiero interwencja naszego ośrodka zdziałała cuda i w dwa dni papiery zostały podpisane. Dodam, że mieliśmy 2 rozprawy przed adopcja i badanie więzi - Hania miała wtedy 8 miesięcy!!!!!My też czekaliśmy następne pół roku na rozprawę adopcyjną. Tak działa sąd w stolicy Wielkopolski. DRAMAT!!!!!!!
    I ciągłe powtarzanie - to wszystko ma na celu dobro dziecka...
    Kiedy poszliśmy porozmawiać kulturalnie z przewodniczącym wydziału to nas wyśmiał i kazał napisać do ministra sprawiedliwości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pewnie z bloga wiecie ja pisalam pisma do sadow, bylam nawet na spotkaniu z prezesem sadu i co? Kupa... Przy pierwszej rozprawie czarodzieja traktowano nas prawie jak przestepcow, jak dziecko chcielibysmy conajmniej odzyskac,dostalam 20 min wyklad co ja sobie wyobrazalam...

      Usuń
    2. Brak słów po prostu. Ton nie znoszący sprzeciwu i poczucie nieomylności jest przerażający!
      Tez mam czasem wrażenie, że my rodzice adopcyjni jesteśmy podobnie traktowani jak rodzice, którzy starają się o przywrócenie praw rodzicielskich...

      Usuń
  7. My na pieczę czekaliśmy 1,5 miesiąca :/ Pierwszy termin rozprawy o piecze...dom naszykowany, radość, że zaraz zabierzemy malucha a tu zonk - nie stawiła się jedna z ławniczek. Musieliśmy czekać niestety kolejne 2 tygodnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja prdl... Rzucilabym sie z żalu komus komus do grdyki :(

      Usuń
  8. Eh dziewczyny...
    Moje córki czekał na cud/cokolwiek/zmiłowanie w domu dziecka przez dwa lata. Bo tyle można było zwodzić system obietnicami, że "zajmę się nimi".
    I to nie ma nic wspólnego z dobrą lub złą wolą prawników, sędziów czy pracowników opieki społecznej... Po prostu system daje takie możliwości wydłużania spraw.

    Ale jak już poszło to... Sprawę udało się załatwić od preadopcji do decyzji (rozprawy) w niecały miesiąc. Ale w tym wypadku już nie mam złudzeń, że tu zadziałała postawa sędziny prowadzącej sprawę. Po prostu chciała dać dzieciom dom i rodziców jeszcze przed Świętami BN.

    OdpowiedzUsuń
  9. My mielismy szczescie.... kilka dni po poznaniu Syna sedzia podpisal dokumenty i 10 dni od pierwszego spotkania zabieralismy go do domu. A dodam, ze rozprawy byly w innym wojewodztwie, mielismy kawal drogi do odwiedzania syna, widzielismy go trzy razy a za czwartym juz jechalismy do domu. W dodatku to byl okres przedswiateczny- wczoraj minelo 6 lat od dnia kiedy z nami zamieszkal. Da się. Wszystko się da tylko trzeba trochę dobrej woli.

    OdpowiedzUsuń
  10. A wyobraz sobie,że za granicą np. w USA za process adopcyjny trzeba zaplacić samemu, gdzie koszty sądowe to ok 12 tyś dolarów.Nie każdego na tą adopcje wtedy stać. Pozatym najczęściej są to adopcje otwarte, gdzie musisz spotykac się z matką biologiczną dziecka całe życie :(

    OdpowiedzUsuń
  11. My też musielismy interweniować, napisalismy pismo do prezesa sądu, bo Synek leżał w szpitalu w Warszawie i opiekun prawny musiał dojeżdżać 200 km żeby podpisać świstek każdy, nie mogliśmy decydować o leczeniu- wreszcie po 5 miesiącach odbyła się rozprawa, na której sędzina tak mnie zjechała jak nikt nigdy. Traktowała nas jak kryminalistów, przesłuchiwała i pytała o najmniejszy szczegół z leczenia niepłodności. Koszmar!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli logujecie się jako Anonimowy - nie zapomnijcie podpisać się w treści komentarza :)